„Starość Panu Bogu nie wyszła?”-Taoistyczne spojrzenie na starzenie się człowieka
Starość jest dzisiaj na Zachodzie demonizowana.
Mamy wyglądać młodo, czuć się młodo, zachowywać się młodo i jak najdłużej sprawiać wrażenie, jakby upływający czas nas nie dotyczył. Siwe włosy trzeba zakryć. Zmarszczki wygładzić. Spadek energii zatrzymać. Zmiany hormonalne skorygować. Ciało powinno możliwie długo przypominać ciało człowieka młodego.
W pewnym momencie można wręcz odnieść wrażenie, że starzenie się jest czymś, co należy leczyć.
A co, jeśli patrzymy na ten proces z niewłaściwej perspektywy?
Co, jeśli starość nie jest błędem natury, ale kolejnym, potrzebnym etapem rozwoju człowieka?
Co, jeśli ciało zmienia się nie dlatego, że natura źle zaprojektowała człowieka, lecz dlatego, że na różnych etapach życia mamy do wykonania różne zadania?
Tak właśnie lubię patrzeć na proces starzenia się — poprzez filozofię medycyny chińskiej i taoizmu.
Wszystko w naturze ma swój czas

Jedną z podstawowych zasad filozofii taoistycznej jest obserwowanie natury.
Natura nie stoi w miejscu.
Po wiośnie przychodzi lato. Po lecie jesień. Po jesieni zima.
Roślina kiełkuje, wzrasta, rozkwita, wydaje owoce, a następnie jej energia zaczyna kierować się do środka.
Czy powiedzielibyśmy, że z drzewem dzieje się coś złego, ponieważ jesienią traci liście?
Czy powiedzielibyśmy, że lato poniosło porażkę, ponieważ przekształciło się w jesień?
Nie.
Rozumiemy, że jest to naturalny cykl.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy tę samą zasadę próbujemy zastosować do siebie.
Człowiek chciałby być wiecznym latem.
Chcemy wzrastać, zdobywać, budować, podróżować, pracować, trenować, rozwijać ciało, gromadzić dobra i doświadczenia. Kiedy natomiast natura zaczyna zapraszać nas do jesieni życia, próbujemy za wszelką cenę zatrzymać lato.
I właśnie tutaj może zaczynać się cierpienie.
Nie zawsze dlatego, że samo starzenie jest tak trudne.
Czasami dlatego, że nie chcemy zaakceptować kierunku, w którym prowadzi nas natura.
Medycyna chińska od tysięcy lat opisuje proces starzenia
Starzenie nie jest w medycynie chińskiej czymś przypadkowym.
Już klasyczny Huangdi Neijing opisuje rozwój i starzenie człowieka jako następujące po sobie naturalne etapy życia.
U kobiet proces ten przedstawiany jest w cyklach siedmioletnich, natomiast u mężczyzn w cyklach ośmioletnich. Klasyczny tekst opisuje wzrastanie Qi Nerek, dojrzewanie, osiąganie pełni fizycznej, a następnie stopniową zmianę funkcjonowania organizmu wraz z wiekiem.
W przypadku mężczyzny około 32. roku życia mięśnie, kości i całe ciało mają osiągać swoją fizyczną pełnię. Później stopniowo zaczyna zmniejszać się Qi Nerek, zmieniają się włosy, zęby, siła mięśni i funkcje związane z Jing — Esencją.
Nie jest to opis choroby.
Jest to opis cyklu życia.
Medycyna chińska nie mówi nam więc, że człowiek powinien w wieku siedemdziesięciu lat funkcjonować dokładnie tak samo jak w wieku dwudziestu pięciu lat.
Mówi raczej:
poznaj etap życia, na którym się znajdujesz, i naucz się żyć zgodnie z nim.
Najpierw rozwija się ciało
Na podstawie tych klasycznych koncepcji wypracowałem również własny sposób patrzenia na poszczególne etapy ludzkiego życia.
Nie traktuję poniższych granic wieku jako sztywnej klasycznej doktryny medycyny chińskiej. Jest to raczej moja interpretacja naturalnego cyklu człowieka oparta na obserwacji ludzi, filozofii taoistycznej i medycynie chińskiej.
Pierwsze mniej więcej 25–30 lat życia to dla mnie przede wszystkim czas ciała.
Popatrzmy na młodego człowieka.
Najpierw uczy się chodzić. Biegać. Skakać. Dotykać świata. Później odkrywa swoją seksualność, atrakcyjność, siłę i możliwości fizyczne.
Ciało rośnie niezwykle szybko.
Możemy trenować i obserwować szybki przyrost siły, mięśni, szybkości czy wydolności. Regeneracja jest szybka. Możliwości fizyczne wydają się niemal nieograniczone.
Nieprzypadkowo właśnie na ten okres przypada szczyt możliwości fizycznych w wielu dyscyplinach sportowych. Oczywiście współczesna wiedza o treningu, regeneracji, fizjoterapii, żywieniu i medycynie pozwala wielu sportowcom utrzymywać bardzo wysoki poziom znacznie dłużej.
Ale natury nie da się całkowicie oszukać.
W pewnym momencie rozwój fizyczny przestaje być głównym kierunkiem naszego życia.
I zaczyna rozwijać się coś innego.
Później przychodzi czas umysłu
Mniej więcej pomiędzy 30. a 60. rokiem życia człowiek może wejść w okres największej ekspansji umysłu.
Nie musi już udowadniać swojej wartości wyłącznie poprzez ciało.
Ma doświadczenie.
Ma wiedzę.
Zaczyna rozumieć ludzi.
Potrafi planować długoterminowo.
Buduje firmę. Tworzy projekty. Rozwija swoją pozycję zawodową. Buduje relacje i sieć kontaktów. Podejmuje coraz bardziej złożone decyzje.
Człowiek zaczyna tworzyć rzeczy, których nie można stworzyć samą siłą fizyczną.
Energia, która wcześniej była tak silnie związana z rozwojem ciała, zostaje skierowana w inny obszar życia.
Ciało nadal jest niezwykle ważne. Nadal powinniśmy o nie dbać, ćwiczyć, dobrze się odżywiać, odpoczywać i pielęgnować zdrowie.
Ale nie ono musi już być centrum naszej tożsamości.
I w końcu przychodzi kolejny etap.
Od ciała, przez umysł, do ducha
Po około 60. roku życia zachodzi następna niezwykle ciekawa przemiana.
Ciało stopniowo traci część swoich dawnych możliwości.
Umysł również może zacząć funkcjonować inaczej.
I właśnie wtedy człowiek otrzymuje zaproszenie do skierowania większej uwagi ku temu, co nazywam duchem.
Można tę drogę przedstawić bardzo prosto:
CIAŁO → UMYSŁ → DUCH
Najpierw poznajemy świat poprzez ciało.
Później próbujemy go zrozumieć i kształtować poprzez umysł.
A pod koniec życia coraz ważniejsze stają się pytania:
Kim jestem?
Po co tutaj jestem?
Co pozostawię po sobie?
Czego nauczyło mnie moje życie?
Komu mogę przekazać swoje doświadczenie?
Co w moim życiu było naprawdę ważne?
I dokąd właściwie zmierzam?
W tradycyjnej chińskiej kosmologii człowiek istnieje pomiędzy Niebem a Ziemią.
Jest istotą znajdującą się pomiędzy tymi dwoma wielkimi biegunami rzeczywistości.
Dlatego bardzo bliska jest mi metafora, według której wraz ze starzeniem się człowiek zaczyna stopniowo odwiązywać się od tego, co najbardziej ziemskie.
Ciało należy do świata materialnego.
Umysł pozwala nam poruszać się pomiędzy materią i tym co metafizyczne.
Natomiast duch kieruje nas ku temu, co przekracza nasze ciało i umysł.
To, co ziemskie, wraca do Ziemi.
To, co duchowe, wraca do Nieba.
A może ciało nie słabnie przeciwko nam?
To prowadzi mnie do pytania, które często zadaję sobie w kontekście starzenia.
A co, jeśli pewne ograniczenia starości nie są wyłącznie naszym wrogiem?
Co, jeśli natura stopniowo odbiera nam część możliwości ciała również dlatego, abyśmy przestali być tak bardzo do niego przywiązani?
Młody człowiek może godzinami patrzeć w lustro.
Porównuje swoje ciało.
Chce być atrakcyjny.
Chce zdobywać.
Chce doświadczać.
Chce być zauważony.
I nie ma w tym niczego złego.
To również jest częścią życia.
Ale gdyby człowiek przez całe życie pozostał całkowicie przywiązany do swojego wyglądu, pozycji, seksualności, pieniędzy, siły fizycznej i osiągnięć, być może nigdy nie skierowałby swojej uwagi głębiej.
Starość może więc być nie tylko procesem utraty.
Może być także procesem uwalniania.
Nie musimy udawać młodych
Nie jestem przeciwnikiem dbania o wygląd.
Wręcz przeciwnie.
Dbajmy o siebie.
Ćwiczmy.
Dobrze się odżywiajmy.
Ubierajmy się pięknie.
Dbajmy o skórę.
Korzystajmy rozsądnie ze współczesnej medycyny.
Róbmy wszystko, aby jak najdłużej zachować sprawność, samodzielność i komfort życia.
Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy dbanie o siebie zmienia się w walkę z własnym wiekiem.
Kiedy człowiek nie chce już dobrze wyglądać jako siedemdziesięciolatek.
Chce wyglądać, jakby miał czterdzieści lat.
Nie chce dobrze przeżyć starości.
Chce jej nie mieć.
Operacje plastyczne, zabiegi estetyczne, hormony czy inne metody mogą zmienić pewne elementy wyglądu i funkcjonowania organizmu. Same w sobie nie rozwiązują jednak podstawowego problemu, jeśli człowiek wewnętrznie nie akceptuje własnego wieku.
Możemy zmienić twarz.
Trudniej zmienić fakt, że czas płynie.
I być może wcale nie powinniśmy tego robić.
Gdzie podziała się nasza starszyzna?

Jest jeszcze jeden aspekt starości, który szczególnie mnie porusza.
Przez ogromną część historii ludzkości starszy człowiek posiadał coś niezwykle cennego:
doświadczenie.
Starszyzna pamiętała rzeczy, których młodzi nie mogli pamiętać.
Wiedziała, co wydarzyło się poprzednio.
Znała konsekwencje decyzji.
Rozumiała naturę ludzi.
Przeżyła narodziny i śmierć, miłość i rozstania, sukcesy i porażki, bogactwo i biedę, zdrowie i choroby.
Dlatego do starszych przychodziło się po radę.
Dzisiaj ich miejsce coraz częściej zajmuje internet.
Media społecznościowe.
Influencerzy.
TikTokerzy.
A teraz również sztuczna inteligencja.
Mamy niewyobrażalny dostęp do informacji, a jednocześnie coraz trudniej znaleźć prawdziwych mędrców.
Ludzi, którzy nie tylko coś przeczytali.
Lecz przeżyli życie.
Ubolewam nad tym, ponieważ społeczeństwo potrzebuje swojej starszyzny.
Potrzebujemy ludzi, którzy mogą powiedzieć młodszym:
„Byłem już w tym miejscu. Wiem, jak łatwo można się tutaj zgubić”.
Być może jednym z największych zadań współczesnego człowieka starszego jest więc nie próba ponownego stania się młodym, lecz stanie się człowiekiem, którego młodsi będą chcieli słuchać.
„Starość Panu Bogu nie wyszła”

W swojej praktyce często pracuję z osobami starszymi.
I wielokrotnie słyszałem od swoich klientów zdanie:
„Starość Panu Bogu nie wyszła”.
Za każdym razem, kiedy je słyszę, wewnętrznie się z nim nie zgadzam.
Rozumiem oczywiście, skąd ono pochodzi.
Ból.
Choroby.
Utrata sprawności.
Śmierć bliskich.
Zmieniające się ciało.
Coraz mniejsza samodzielność.
To są realne problemy i nie chcę ich romantyzować.
Robię wszystko, co potrafię, aby poprzez swoją pracę pomóc klientom zachować możliwie dobre zdrowie, sprawność i komfort życia.
Ale jednocześnie staram się pokazać im inną perspektywę.
Może starość Panu Bogu wyszła.
Tylko my próbujemy przeżywać ją jak młodość.
Twoim zadaniem nie jest już być trzydziestolatkiem
Siedemdziesięcioletni człowiek nie przegrał dlatego, że nie ma ciała trzydziestolatka.
Tak samo jak jesienne drzewo nie przegrało dlatego, że nie kwitnie jak w maju.
Ma inne zadanie.
I dlatego tak ważna staje się akceptacja.
Nie oznacza ona poddania się.
Nie oznacza zaniedbania zdrowia.
Nie oznacza siedzenia w fotelu i czekania na śmierć.
Wręcz przeciwnie.
Można mieć siedemdziesiąt czy osiemdziesiąt lat i nadal się rozwijać.
Można podróżować.
Kochać.
Ćwiczyć.
Uczyć się.
Tworzyć.
Pomagać.
Przekazywać wiedzę.
Rozwijać swoją duchowość.
Śmiać się.
Spotykać ludzi.
Rozpoczynać projekty.
Ale robimy to już z innego miejsca.
Nie musimy udowadniać światu swojej wartości.
Możemy zacząć dzielić się tym, co przez całe życie zgromadziliśmy.
Ikigai – powód, dla którego rano wstajesz z łóżka
Bardzo ciekawie łączy się z tym japońska koncepcja ikigai.
Najprościej można powiedzieć, że jest to poczucie, że życie jest warte przeżywania — posiadanie czegoś, dla czego chce się rano wstać.
Może to być rodzina.
Ogród.
Wnuki.
Praca.
Twórczość.
Pomaganie innym.
Wspólnota.
Nauka.
Projekt.
Pasja.
Nie musi to być nic spektakularnego.
Ważne, aby człowiek nadal czuł:
„Jestem tutaj po coś”.
To nie jest wyłącznie romantyczna idea. Współczesne badania nad ikigai i poczuciem celu wskazują na związki tych czynników z dobrostanem i zdrowym starzeniem, a duża metaanaliza badań nad poczuciem celu wykazała jego związek z niższym ryzykiem przedwczesnej śmierci. Nie oznacza to oczywiście, że samo „pozytywne myślenie” leczy choroby. Zdrowie jest znacznie bardziej złożone. Pokazuje jednak, że sens życia, relacje i psychika nie są obojętne dla naszego zdrowia.
Dokładnie to obserwuję również w swojej pracy.
Spotykam starszych klientów, których życie praktycznie zaczyna obracać się wyłącznie wokół chorób.
Rozmawiają o wynikach badań, lekach, bólu, polityce.
O tym, kto umarł, kto zachorował.
O kolejnych problemach swojego ciała.
Ale spotykam też osoby w podobnym wieku, które pytają:
„Co jeszcze mogę stworzyć?”
„Komu mogę pomóc?”
„Czego jeszcze mogę się nauczyć?”
„Gdzie jeszcze mogę pojechać?”
„Co mogę dać swojej rodzinie albo społeczności?”
I jest pomiędzy nimi ogromna różnica.
Nie wszystko mogę zrobić za swojego klienta
Mogę zastosować akupunkturę.
Mogę wspierać organizm zgodnie z zasadami medycyny chińskiej.
Mogę pomóc zmniejszyć niektóre dolegliwości, wspierać sen, pracować z napięciem czy bólem i pomagać organizmowi wracać do możliwie dobrej dla niego równowagi.
Mogę rozmawiać z klientem o stylu życia.
Ale istnieje granica tego, co terapeuta może zrobić za drugiego człowieka.
Nie mogę za niego znaleźć powodu, dla którego warto rano wstać z łóżka.
Nie mogę za niego pokochać jego życia.
Nie mogę za niego zadzwonić do przyjaciela.
Nie mogę za niego wybaczyć.
Nie mogę za niego odnaleźć pasji.
Nie mogę za niego zaakceptować swojego wieku.
I przede wszystkim:
nie mogę za niego przeżyć jego starości.
To zadanie należy do niego.
Zmień to, co możesz. Zaakceptuj to, czego zmienić nie możesz
Jest jedna intencja, którą szczególnie polecam osobom zmagającym się z upływem czasu.
Jej sens pochodzi ze słynnej Modlitwy o pogodę ducha, kojarzonej z amerykańskim teologiem Reinholdem Niebuhrem. Historyczne badania wskazują na niego jako najbardziej prawdopodobnego autora tej modlitwy w jej współczesnej formie.
Lubię wyrażać jej przesłanie własnymi słowami zgodnymi z prawami rezonansu:
Mam siłę, aby zmienić to, co mogę zmienić.
Mam spokój i pogodę ducha, aby zaakceptować to, czego zmienić nie mogę.
Mam mądrość i miłość by odróżnić jedno od drugiego.
To dla mnie jedna z najpiękniejszych intencji dotyczących starzenia.
Bo możemy zrobić bardzo wiele.
Możemy ćwiczyć.
Możemy dobrze jeść.
Możemy dbać o sen.
Możemy pielęgnować relacje.
Możemy leczyć choroby.
Możemy korzystać z akupunktury.
Możemy dbać o swój wygląd.
Możemy rozwijać umysł.
Możemy szukać sensu.
Możemy tworzyć.
Ale istnieją również rzeczy, których nie zatrzymamy.
Czas będzie płynął.
I ogromna część mądrości polega na nauczeniu się rozróżniania tych dwóch obszarów.
Kiedy trudno zaakceptować własną starość
Nie każdy potrafi jednak zrobić to sam.
Dla niektórych ludzi utrata młodości jest bardzo bolesnym doświadczeniem.
Zmiana wyglądu, utrata dawnej sprawności, przejście na emeryturę, odejście dzieci z domu, choroby czy śmierć bliskich mogą prowadzić do głębokiego kryzysu tożsamości.
Kim jestem, skoro nie jestem już tym człowiekiem, którym byłem?
Co mam teraz robić?
Po co jeszcze tutaj jestem?
W takich sytuacjach sama praca z ciałem może nie wystarczyć.
Jeżeli pojawia się depresja, przewlekłe obniżenie nastroju czy utrata chęci do życia, zachęcam przede wszystkim do skorzystania z profesjonalnej pomocy psychologicznej, psychoterapeutycznej lub lekarskiej.
Akupunktura czy praca duchowa nie powinny zastępować potrzebnego leczenia.
Mogą natomiast, zależnie od sytuacji stanowić jego uzupełnienie.
W swojej pracy proponuję osobom zainteresowanym również Sesje CMF oraz Indywidualną Sesję Duchową, podczas której możemy spojrzeć na proces starzenia nie tylko z perspektywy fizycznego ciała, lecz także znaczenia, tożsamości, emocji i duchowości.
Bo człowiek nie jest wyłącznie swoim ciałem.
Starość może być piękna
Chciałbym, abyśmy przestali patrzeć na starość wyłącznie przez pryzmat tego, co tracimy.
Bo wraz z wiekiem możemy również coś otrzymywać.
Doświadczenie.
Perspektywę.
Dystans.
Mądrość.
Cierpliwość.
Umiejętność rozpoznawania tego, co naprawdę ważne.
Coraz mniejszą potrzebę imponowania innym.
Coraz większą zdolność do bycia sobą.
Być może właśnie dlatego człowiek pod koniec życia nie potrzebuje już tak silnego ciała jak wtedy, kiedy miał dwadzieścia lat.
Nie musi już podbijać świata.
Może zacząć go rozumieć.
A później może zrobić jeszcze jeden krok.
Może zacząć rozumieć siebie.
Nie walcz z jesienią

Taoizm nie uczy walki z rzeką.
Uczy rozpoznawania jej nurtu.
Nie oznacza to bezczynności. Oznacza działanie zgodne z naturą rzeczy.
Dlatego chciałbym zaproponować zupełnie inne spojrzenie na starość.
Dbaj o swoje ciało tak długo, jak możesz.
Dbaj o umysł.
Ucz się.
Ćwicz.
Kochaj.
Spotykaj ludzi.
Twórz.
Bądź potrzebny.
Znajdź swoje ikigai.
Korzystaj z medycyny, kiedy jej potrzebujesz.
Korzystaj z akupunktury, jeżeli Ci pomaga.
Dbaj o siebie i swój wygląd.
Ale nie próbuj za wszelką cenę zatrzymać wiosny, kiedy w Twoim życiu przyszła jesień.
Każda pora roku ma własne piękno.
Być może największym problemem starości nie jest więc to, że człowiek się starzeje.
Problem zaczyna się wtedy, gdy całe życie nauczono go, że starzeć się nie powinien.
Starość nie musi być przegraną walką o zachowanie młodości.
Może być ostatnim i niezwykle ważnym etapem rozwoju człowieka.
Najpierw rozwijamy ciało.
Później rozwijamy umysł.
A w końcu przychodzi czas, aby zwrócić się ku duchowi.
Ciało wróci kiedyś do Ziemi.
A to, co w człowieku najgłębsze, może ponownie skierować się ku Niebu.
I być może właśnie wtedy naturalny cykl człowieka naprawdę się dopełni.